Niebo z moich stron
Jest w oczach Twych kolor nieba z moich stron,
Jest uśmiech dnia, cienie liści, które drżą.
Jest w głosie Twym echo naszych słów sprzed lat,
Są szepty traw, które giął letni wiatr.
Refren:
Więc zabierz mnie do tamtych miejsc,
Gdzie pędził wiatr w rytm naszych serc,
A każdą z chwil chciał oddać nam -
Tę dla mnie, dla Ciebie, tę dla mnie, dla Ciebie.
Więc zabierz mnie pod tamten dach,
Gdzie pachnie chleb, gdzie cisza gra,
A każda z nut brzmi tylko nam -
Ta dla mnie, dla Ciebie, ta dla mnie, dla Ciebie and#8211;
nam.
Jest w dłoni mej miejsce na Twą małą dłoń,
Jak zamknąć mam nasze życie w klatce rąk.
Jest w myślach mych miejsce wspomnień, które
znasz,
Bo często tak gościsz w nim, często tak.
Refren...
Zielone wzgórza daleko już.
Na butach osiadł podmiejski kurz.
Dni jak zapałki gasną.
Noc chwilę trwa, coraz trudniej zasnąć.
Za myślą myśl na oślep gna.
Znowu tam, znowu tam, znowu tam.
Okruchy wspomnień jak wartki nurt:
Już kwitną sady, już pachnie miód,
Dom pochylony nisko
Pod słońcem dnia. A tu obce wszystko
I nawet wiatr inaczej gra -
Jesteś sam, jesteś sam, jesteś sam.
Próbuj sam
Przez trudne lata przejść.
Z nadzieją serce nieś,
Nie żałuj strat.
Próbuj sam
Nie patrzeć teraz wstecz.
Bierz życie jakie jest.
Przed tobą świat.
Bądź dobrej myśli, śnij lepsze sny.
Nie twoje miasto otworzy drzwi -
I nagle ponad głową
Zatańczy ptak, znajdziesz dobre słowo,
Przyjazną dłoń, zgubiony ślad -
Zaczniesz żyć, zaczniesz żyć, zaczniesz żyć.
Próbuj sam
Przez trudne lata przejść.
Z nadzieją serce nieś,
Nie żałuj strat.
Próbuj sam
Nie patrzeć teraz wstecz.
Bierz życie jakie jest.
Przed tobą świat.
Dziewczynie, którą ktoś okłamał podle,
Zawiódł nocny bar i czar ekranu -
Daruj lepszy świt niż ten, co zna już.
Nie mów, że masz piękniejsze od niej.
Miasto, które zna jak brudną plamę,
Teraz niech jak sen przy tobie zgaśnie.
Szkoła, którą dał jej ten kochany
Zniknie nagle, tak jak lęk poranny.
Daj, daj tej dziewczynie biały welon.
Kup, kup dwie obrączki szczerozłote.
Zgaś, zgaś uśmiech ludzi złych.
A potem daj, daj tej dziewczynie czyste ręce.
Idź, idź do jej matki na niedzielę.
Walcz! Walcz! Niech was nie pokona czas.
Szarość zwykłych dni jej nie porazi;
Place, które śpią jak po chorobie;
Ciemny, stary dom, bez gniazd bocianich;
Świata groźny szum co płynie z gazem.
Świecić będzie jej urody nagłość
W czarną, zimną noc, i w dzień majowy.
Tylko ty masz być jak doktór mądry:
Co dzień taki sam, co dzień nowy.
Daj, daj tej dziewczynie biały welon.
Kup, kup dwie obrączki szczerozłote.
Zgaś, zgaś uśmiech ludzi złych.
A potem daj, daj tej dziewczynie czyste ręce.
Idź, idź do jej matki na niedzielę.
Walcz! Walcz! Niech was nie pokona czas.
A potem daj, daj tej dziewczynie biały welon.
Kup, kup dwie obrączki szczerozłote.
Zgaś, zgaś uśmiech ludzi złych.
A potem daj, daj tej dziewczynie czyste ręce.
Idź, idź do jej matki na niedzielę.
Walcz! Walcz! Niech was nie pokona czas.