Piosenka warszawskiej ulicy
Szelmowskim uśmiechem zagląda do bram.
Piosenka warszawskiej ulicy
Od wieków ma urok ten sam.
Potrafi tak śpiewać stolicy,
Że wszystko, co żyje, zamienia się w słuch.
Piosenka warszawskiej ulicy -
Jej wierny towarzysz i druh.
Od wielu setek lat jak stoi Nowy Świat,
Jak beczka krzepnie wino u Fukiera,
Gdy rankiem przetrze świt, zasłania oczy szyb,
Do wszystkich serc jak słońca blask się wdziera.
Piosenka warszawskiej ulicy
Szelmowskim uśmiechem zagląda do bram.
Piosenka warszawskiej ulicy
Od wieków ma urok ten sam.
Przypomnij dzień,
Gdy szliśmy razem w ciszy koncert.
Przypomnij dzień,
Gdy nam naprzeciw biegło słońce.
Przypomnij czas,
Gdy się spotkały nasze dłonie.
I jeszcze raz
Na chwilę wróćmy do tych wspomnień.
Nie, zegar wstecz nie będzie szedł.
Nie wzleci w niebo martwy ptak.
Fale na próżno dzwonią w brzeg -
Widocznie musi zostać tak.
Przypomnij, jak
Nad nami gwiazdy stały widne.
Przypomnij, jak
Strząsała perły noc ze skrzydeł.
Przypomnij czas,
Który rozłączył nasze ręce
I słowem zgasł
Słowem, co nie powraca więcej.
[-murmurando-]
Purpurowe żagle pierwszych snów
Wyruszają w morze znów, i znów.
Małych kapitanów czeka wielka droga:
Pierwszy szlak, drugi szlak.
Gubią się nadzieje, gdzieś na skalnych progach.
Snu nam brak i szczęścia brak.
Granatowe żagle drugich snów
Wyruszają w morze znów, i znów.
Razem z kobietami budujemy domy:
Pierwszy raz, drugi raz.
Zawieszamy gniazda, gdzieś na skałach stromych.
Mamy czas, wciąż mamy czas.
Wypłowiałe żagle trzecich snów
Wyruszają w morze - brak nam słów.
Nauczeni w szkole skrywać to, co boli:
Śnimy, że; śnimy, że
Znów się narodzimy, znów się połączymy,
Żeby żyć nie bardzo źle.
[-instrum.-]