Mam tego dość!
Mam tego dość!
I znów się rozglądasz,
Uśmiechasz do kogoś -
Jesteś niemożliwa wprost!
Tak jakbym nie istniał
I nie stał tuż obok.
Przestań wodzić mnie za nos!
Mam tego dość!
Mam tego dość!
Znów siedzisz w jakiegoś
Gwiazdora wpatrzona,
Zasłuchana w jego głos.
I marzysz na pewno
O jego ramionach;
Filmu mam już także dość!
Mam tego dość!
Mam tego dość!
Dziś rzucę to wszystko
I pójdę w świat sobie,
Potem mnie o powrót proś.
Nie będę się wahał
I zaraz to zrobię;
Gorszy mnie nie spotka los.
No, nie bądź zła!
Wiem, że masz dość,
Lecz, widzisz, dziewczyno,
Wybrałaś mnie sama,
Więc humory moje znoś.
Już trudno, dziewczyno,
Wybrałaś mnie sama,
Więc humory moje znoś.
Mam tego dość! /*5
[-instrum.-]
Było kruche, niewielkie, było jasne, przejrzyste,
Uśmiechało się ufnie do wszystkich.
Nie groziło nikomu ... Nie wróciło do domu
Moje szczęście, naprawdę niewielkie.
Może gdzieś tam, na liściu, zbyt zmęczone, usiadło,
A wiatr z liściem je porwał znienacka.
Potem z liściem porzucił i nie umie tu wrócić
Z dalekiego, nieznanego miasta.
Może gdzieś usłyszało słowa, których nie znało.
Zapragnęło tych słów się nauczyć.
Słowa były zbyt wielkie, no, a szczęście - maleńkie;
Z ich ciężarem nie może tu wrócić.
Może, kiedy zmężnieje, zbierze siły, urośnie -
Odnajdzie mnie znowu wśród ludzi.
Moje szczęście niewielkie będzie silne i piękne -
Wielkim szczęściem do mnie powróci, powróci.
Czarne noce, kocie oczy,
Mroczne głębie studzien,
Gór wysmukłych cienie dumne,
Pies warczący w budzie.
Srebrny księżyc-szaławiła
Z Wenus dyskurs toczy.
Posrebrzane Twoje włosy,
Zakochane oczy.
[-instrum.-]
W wodospadach Twych kędziorów
Będę nurzać dłonie,
Szept namiętny zaplatając
W pasma wokół skroni.
Zacałuję blaski oczu
Zanim znów dzień wstanie -
Takie będzie nasze nocne
Zwykłe całowanie.
[-instrum.-]
Wśród zamszystych zagajników
Krążą cienie legend,
Stare klechdy upiorowe
Śpią nad rzeki brzegiem.
Na konarach rosochatych
wiatr gra dumkę rzewną;
W Twoim życiu moje życie
Zmieści się na pewno.
[-instrum.-]