Na nasze wesele zajedzie kareta

Zaprzężona w białe konie,
A pierwszym drużbą będzie poeta -
Gitarę chwyci w dłonie,
By śpiewać piękne wiersze o Tobie,
Jakich ja śpiewać nie umiem.
Potem ja Ciebie wezmę na ręce,
Zaniosę tam, bis
Gdzie szczęścia będzie najwięcej.

Weźmiemy z sobą jedynie tom wierszy -
Niczego więcej nie chcę,
Gdy w lesie, na łące usłyszę wśród świerszczy
Twoje i moje serce.
Będziemy sami jak Adam i Ewa:
Raj odkryjemy na nowo.
Ja będę Ciebie nosił na rękach
I śpiewał, że bis
Na świecie jest tyle piękna.


Mam tego dość!

Mam tego dość!
I znów się rozglądasz,
Uśmiechasz do kogoś -
Jesteś niemożliwa wprost!
Tak jakbym nie istniał
I nie stał tuż obok.
Przestań wodzić mnie za nos!

Mam tego dość!
Mam tego dość!
Znów siedzisz w jakiegoś
Gwiazdora wpatrzona,
Zasłuchana w jego głos.
I marzysz na pewno
O jego ramionach;
Filmu mam już także dość!


Mam tego dość!
Mam tego dość!
Dziś rzucę to wszystko
I pójdę w świat sobie,
Potem mnie o powrót proś.
Nie będę się wahał
I zaraz to zrobię;
Gorszy mnie nie spotka los.

No, nie bądź zła!
Wiem, że masz dość,
Lecz, widzisz, dziewczyno,
Wybrałaś mnie sama,
Więc humory moje znoś.
Już trudno, dziewczyno,
Wybrałaś mnie sama,
Więc humory moje znoś.

Mam tego dość! /*5